🎾 Rejs Z Puli Do Wenecji Forum

Czarter jachtu dla tego rejsu można rozpocząć z baz czarterowych: Mali Losinj, Pula, Umag, Rovinj. Pula - Umag - 40Mm. Umag - Wenecja - 55Mm. Wenecja - Choggia - 20Mm. Choggia - Grado - 55Mm. Grado - Novigrad - 25Mm. Novigrad - Pula - 30Mm. Chorwacja. \. Pula. Zarezerwuj top wycieczki, wydarzenia i wycieczki weekendowe z: Pula. Największa oferta atrakcji ze zdjęciami, obiektywnymi recenzjami i gwarancją najniższej ceny. Dzień 2 - Piran. Dystans: 110 Mm. Słoweński port wyjątkowej urody. Miasto przez wiele lat należało do Republiki Weneckiej. Czerwone dachówki kamienic kontrastują z turkusem wody. Niewielki rybacki port, w którym będziemy chcieli zacumować leży w samym centrum miasta. Ruch kołowy jest tutaj zamknięty. Do Piranu dotrzemy z Biogradu Nasze najbardziej polecane Porec Rejsy wycieczkowe. 1. Poreč: wieczorna wycieczka łodzią śladami delfinów. Popłyń wzdłuż zachodniego wybrzeża Istrii w poszukiwaniu majestatycznych delfinów podczas tej całodniowej wycieczki łodzią z głównego portu w Poreču. Podziwiaj blask zachodzącego słońca na wodzie przed powrotem do portu. Sprawdź wszystkie warunki podróży. Odległość od Wenecji wynosi 102 km, a podróż wodolotem trwa około 3 godzin. Więcej informacji na temat zwiedzania znajdą Państwo na stronie Wenecji i wycieczek. Przewóz z miasta Mareda, Novigrad, Lanterna, Červar, Poreč, Funtana, i Vrsar jest dostępny, ale jest pewien, tylko na podróż powrotną. Rejs z Wenecji na MSC Armonia 8-dniowy rejs na MSC Armonia. Cena od. 799 € 3 691 zł (z opłatami portowymi) Termin. 29.06 - 06.07.2025. Ilość nocy. 7 nocy Temat postu: Rejs od R do S – czyli wszystko o rejsie wycieczkowym. #1 Wysłany: 11 Lut 2015 11:10. Rejestracja: 07 Paź 2014. Posty: 2. Nie wiedzieć czemu, w Polsce rejsy wciąż nie są tak popularne jak na tzw. zachodzie. Szkoda, bo są dużo ciekawsze niż tradycyjne „olinkluzowe” nadmorskie lub nadbasenowe wakacje. Cena rejsu gondolą w Wenecji zależy od różnych czynników, takich jak pora dnia, sezon turystyczny i długość trasy. Jednakże, średnia cena wynosi około 80-100 euro za 40-minutowy rejs dla 6 osób. Warto jednak pamiętać, że ceny mogą się różnić w zależności od wybranej trasy i negocjacji z gondolierem. Ceny rejsów gondolą w Wenecji Wenecja to … Rejs z Positano na Capri. Z Positano na Capri dostępnych jest kilka połączeń dziennie. Sprawdź trasy rejsów, porównaj ceny biletów oraz rozkłady promów i zarezerwuj bilety bez dodatkowych opłat. Positano Capri Częstotliwość rejsów: codziennie Pierwszy rejs: 09:00 Ostatni rejs: 18:10 Średni czas rejsu: 32m Przedział cenowy: 22. Tłumaczenia w kontekście hasła "puli do" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: do puli Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Jeśli nie utkniesz w Calletta, odwiedź Piazza San Marco, centralny plac publiczny z słynnym Pałacem Dożów. Dojazd z Puli do Wenecji: Istnieje linia katamaranów z Puli, która działa w lipcu i sierpniu dwa razy dziennie, a także z Wenecji. Inna opcja to autobus z Puli do Wenecji. Hum. Miej okazję odwiedzić najmniejsze miasteczko na Z Direct Ferries oszczędzisz czas i pieniądze przy rezerwacji przeprawy promowej na swoją podróż. Kalkulacja ceny i zakup biletu na prom na directferres.pl jest bardzo prosta. Jedyne co musisz zrobić, to wybrać swoje preferowane połączenie promowe do Wenecja, podać liczbę pasażerów i kliknij wyszukaj. 5f0ITy. Położona na siedmiu wzgórzach Pula to urokliwe miasto półwyspu Istria, położone tuż nad lazurowym Adriatykiem. Tutejsza architektura i klimat przywołują skojarzenia z Rzymem. Co warto zobaczyć w portowym mieście? Jakie są najlepsze atrakcje Puli? Poznajcie nasz przewodnik, prezentujący 11 najciekawszych i najlepszych miejsc w Puli! Oto, poradnik i przewodnik po atrakcjach turystycznych Puli i okolic – zapraszamy! Zwiedzanie Puli Co warto zobaczyć w Puli? Jak zwiedzać Pulę? To miasteczko na północy Chorwacji na półwyspie Istria. To też ósme największe miasto Chorwacji oraz brama do zwiedzania tej części Chorwacji. To też jedno z najlepszych miejsc w Chorwacji w miarę blisko z Polski samochodem. Niedaleko też znajduje się Rijeka, Rovinj, Medulin czy Brijuni. Jest to więc dobra destynacja do zwiedzania nie tylko napchanego atrakcjami centrum Puli ale i okolic. Co zobaczyć w Puli? Znajdziecie tutaj pełno zabytków, których by nie powstydziły się żadne włoskie miasteczka. Jak zobaczycie zaraz w tekście atrakcji w centrum Puli jest sporo więc możecie sobie podzielić zwiedzanie Puli na dwie części, czyli tą na piechotę w centrum oraz drugą po okolicznych atrakcjach Puli. Amfiteatr najważniejszy zabytek Puli Zaczynamy od najbardziej charakterystycznego zabytku Puli – rzymskiego amfiteatru. Jego budowa rozpoczęła się w II wieku a skończyła się w I wieku za panowania cesarza Wespazjana. Pośrodku areny odbywały się walki gladiatorów, na które przybywały wielotysięczne tłumy – widownia była przygotowany na przyjęcie około 23 tysięcy widzów! Amfiteatr zachował się do naszych czasów w świetnym stanie, dlatego też współcześnie odbywają się tu koncerty oraz festiwale filmowe. Konstrukcja o wymiarach 132 na 105 metrów robi wrażenie na odwiedzających. Warto kupić bilet wstępu, żeby móc stanąć pośrodku amfiteatru i poczuć monumentalność starożytnej budowli. Łuk Sergiusza starożytny łuk triumfalny w Puli Co warto zobaczyć w Puli? Łuk Sergiusza, zwany również Złotą Bramą, to kolejna pamiątka z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Jest typowym łukiem triumfalnym, wzniesionym około 30 roku na część mężczyzn ze znanego w Puli rodu Sergiusza. Architektura budowli nawiązuje do stylu korynckiego. Wysoki na 8 metrów łuk był niegdyś fragmentem bramy miejskiej. Dziś stanowi przejście pomiędzy współczesną częścią miasta, a jego zabytkowym centrum. Łuk Sergiusza „przeprowadzi” Was na ulicę Sergijevaca, czyli deptak pełen sklepów z pamiątkami, klimatycznych restauracji i urokliwych knajpek. Miejski targ nietypowa atrakcja Puli Co warto zwiedzieć w Puli? Chcecie poczuć klimat Puli i zobaczyć, jak wygląda codzienne życie mieszkańców? W takim razie wybierzcie się na targowisko miejskie, zwane gradska tržnica. Znajdziecie tu wyśmienite, lokalne produkty oraz pamiątki, wykonane przez lokalnych artystów i rzemieślników. Poza mnóstwem kolorowych warzyw, soczystych owoców, pachnących wędlin typu włoskiego czy różnych odmian rakii, na targu kupicie również produkty z lawendą. Warto zaopatrzyć się w lawendowe miody lub nalewki, których smak i zapach są naprawdę wyjątkowe! Zobaczcie co warto kupić w Chorwacji! Trg Forum najstarszy plac w Puli Świątynia Augusta w Puli Trg Forum to najstarszy plac Puli, który już w czasach rzymskich stanowił centrum życia społecznego oraz politycznego miasta. Te funkcje pełni także dziś – odbywają się tu wydarzenia kulturalne, znajdziecie też kilka knajpek i restauracji, a także gotycki gmach ratusza, będący siedzibą lokalnych władz. Sam trg Forum robi ogromne wrażenie ze względu na dużą ilość zabytków z różnych okresów historycznych. Na szczególną uwagę w tej architektonicznej mozaice zasługuje zachowana w praktycznie nienaruszonym stanie starożytna świątynia Augusta. Ratusz w Puli Na placu znajdowały się jeszcze trzy, inne budynki sakralne, poświęcone rzymskim bogom: Minerwie, Jowiszowi i Junonie. Niestety, nie przetrwały próby czasu. Jeśli poza pięknymi budowlami szukacie praktycznych wskazówek, trg Forum będzie dobrym adresem. Znajdziecie tu punkt informacji turystycznej. Twierdza Kastel najlepszy punkt widokowy w Puli Dla mocarstw walczących o strefy wpływów Pula była atrakcyjnym miastem, ze względu na swoje strategiczne, nadmorskie położenie i znaczenie handlowe. Z tego powodu dbano o wzmocnienie bezpieczeństwa. Znajdująca się na wzgórzu twierdza Kastel, wzniesiona w XVII wieku przez Wenecjan, przez wieki pełniła funkcje obronne. Stanowiła część fortyfikacji miejskich. Dziś Kastel pełni przede wszystkim funkcję atrakcji turystycznej i miejsca, w którym odbywają się wydarzenia kulturalne, takie jak coroczny Festiwal Filmów Fabularnych. W murach twierdzy znajduje się Muzeum Historyczne i Morskie Istrii z bogatymi zbiorami, liczącymi ponad 7 500 eksponatów. Najpiękniejsze są tu jednak… widoki na okolicę. Panorama Puli, portu i pobliskiej zatoki z pewnością Was oczaruje! Brijuni Safari, golf i park obok Puli W Nacionalni park Brijuni na wyspie bardzo blisko centrum Puli znajduje się wiele ciekawych atrakcji dla miłośników natury. W tym park narodowy, safari czy pole golfowe. Znajdują się tutaj też nieliczne zabudowania w tym kościoły czy wille. Doskonałe miejsce na wypoczynek, wypożyczenie samochodu w Safari czy partyjkę golfa. Plaże w Puli wakacyjna, słoneczna atrakcja Puli Poza wspaniałymi zabytkami i klimatycznym portem, Pula skrywa jedne z najpiękniejszych plaż Istrii. Żwirowa Hawajska z krystalicznie czystym, lazurowym Adriatykiem zachwyci zarówno tych, którzy szukają romantycznej zatoki, jak i rodziny z dziećmi, poszukujące miejsc z łagodnym zejściem do morza. Po przeciwnej stronie, w odległości około 600 metrów, znajdziecie kolejną, urokliwą zatokę, z odznaczoną Błękitną Flagą plażą Ambrela. Zrelaksujecie się tu w promieniach słońca na jasnym, ciepłym żwirku lub w cieniu pobliskiego, piniowego lasu. A może poszukujecie fragmentu wybrzeża z rozbudowaną infrastrukturą, wodnymi atrakcjami i złocistym piaskiem? W takim razie zdecydujcie się na otoczoną soczystą zielenią śródziemnomorskiej roślinności plażę Valkane. Bez względu na to, które miejsce wybierzecie na słoneczne kąpiele, będziecie zachwyceni malowniczym wybrzeżem Puli. Zobaczcie 20 najpiękniejsze plaże Chorwacji, najładniejsze i najlepsze chorwackie plaże Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zabytkowy kościół Puli Katedra WNMP w Puli znajduje się przy placu Sveto Tome na starym mieście. To budynek, w którym przeplatają się ślady kultury rzymskiej z pierwszymi symbolami chrześcijaństwa. Kościół powstał dokładnie tam, gdzie w czasach antycznych wzniesiono świątynię ku czci boga Jowisza. Później starożytną budowlę sakralną przebudowano tak, że na jej miejscu pojawiła się wczesnochrześcijańska bazylika. Dopiero w XV wieku katedra uzyskała obecny kształt, a dwieście lat później dobudowano tu dzwonnicę. O niezwykłej historii tego budynku świadczą pozostałości po dawnych czasach – starożytne kolumny, rzymski sarkofag i chrześcijańskie mozaiki. Zdecydowanie warto zajrzeć do katedry WNMP. Zerostrasse najnowsza atrakcja Puli Zerostrasse to udostępniony turystom fragment podziemnych tuneli, powstałych w trakcie I wojny światowej. Budowę skrytych pod powierzchnią tuneli, których sieć pokrywała praktycznie całe miasto, zleciły władze austro-węgierskie. Korytarze miały służyć jako schrony dla ludności cywilnej oraz pełnić rolę składów amunicji. W czasie II wojny światowej mieściły się tu szpitale dla rannych. Obecnie turyści mogą zobaczyć część podziemnego tunelu, obejmującą około 400-metrowy odcinek, zakończoną rozległą salą. Odbywają się tu różnego rodzaju wydarzenia kulturalne czy wystawy czasowe. Rejsy niezapomniana atrakcja Puli Jak na portowe miasto przystało, Pula może poszczycić się sporym wachlarzem wycieczek rejsowych do wyboru. Gdzie warto popłynąć? Polecamy morską wyprawę do usianego wąskimi uliczkami chorwackiego Rovinj, przywodzącego na myśl włoskie klimaty. Skoro o Italii mowa, to z Puli popłyniecie także do miasta gondoli i pięknej architektury, czyli do Wenecji. Warto również skorzystać z rejsu motorówką do rezerwatu Kamenjak, podczas którego będzie mogli popływać w jaskini, podziwiać strome ściany klifów i napawać się widokami na Istrię. Mapa atrakcji w Puli Co zobaczyć w Puli? 1) Amfiteatr i arena w Puli 2) Kastel w Puli 3) Trg Forum w tym Świątynia Augusta i Ratusz 4) Łuk Sergiusza 5) Targ w Puli 6) Katedra w Puli 7) Centrum Puli 8) Brijuni Safari & Golf 9) Medulin Pula to miasto pełne klimatycznych zakątków. Dzięki swojemu nadmorskiemu położeniu jest idealnym wyborem na słoneczne wakacje. Spędzając dni na niebiańskich plażach, nie zapomnijcie zarezerwować czasu na odkrywanie najlepszych atrakcji Puli! Zobacz także: Kraków – Split, Chorwacja pociąg, rozkład jazdy 2022, ceny, ile kosztują bilety? Czy Chorwacja jest droga czy tania, ceny w 2022? Top 13: Co kupić w Chorwacji? Jakie pamiątki przywieźć? Zobacz także Europa»«Chorwacja»RovinjPołożone na Półwyspie Istria Rovinj uznawane jest za jedno z piękniejszych miast nie tylko w tym regionie, ale również w całej Chorwacji. Bywa określane mianem chorwackiego Saint Tropez. I rzeczywiście sporo prawdy jest w tym stwierdzeniu, gdyż oba miasta mają sporo cech wspólnych. Od podobnej zabudowy po panujący tam klimat i nieco ekskluzywną otoczkę. Rovinj to idealny cel jednodniowej wycieczki, jak i dłuższego pobytu, gdyż okolica obfituje w sporą ilość atrakcji i ładnych miejsc. Rovinj, Chorwacja - © Zielonamapa Dla kogo? Jeśl lubisz zwiedzać i spacerować, to Rovinj na pewno Ci się spodoba. Oprócz pięknej starówki miasto posiada także przyjemne tereny zielone, ze szlakami rowerowymi czy pieszymi. Znaleźć tu można również ładne plaże, a także skały z poprowadzonymi drogami pochodzą z serwisu Shutterstock lub prywatnej kolekcji Zielonamapa™Zobacz takżeNajpiękniejsze plaże w ChorwacjiParki narodowe w ChorwacjiPoza szlakiem w Chorwacji 06 11 2010Witam i zapraszam na moją relację z rejsu, który odbył się mimo różnych zawirowań z załogą. Jednocześnie zamieszczam tu podziękowania dla p. Łukasza i z PUNT-a za pomoc w wybrnięciu z na szczęście wszystko się dobrze ułożyło i jedziemy. Nie będę tu opisywał perypetii z załogą bo nie o to tu chodzi, lecz ograniczę się do relacji z !Sam dojazd nic ciekawego, trasa jak u większości – Cieszyn-Wiedeń-Gratz-Maribor-Zagreb-Kastela. Ruch mały, korków zero, wiadomo jak to po sezonie. I tak w szybkim dość tempie (15 godzin) z przerwami na siku i kawkę dojeżdżamy o godz. 17 do Kaśteli Gomilica. Jest to jedna z 7 miejscowości mającej w nazwie Kaśtela a położonych na tzw. Riwierze Kaśtelanskiej pomiędzy Trogirem a Splitem. Mam GPS tak więc trafiamy bez problemów pod szlaban wjazdowy do mariny. Tu po wyjściu z samochodu pierwsza niespodzianka, jak wyjeżdżaliśmy z Polski to temperatura wynosiła + 4 st. C. Tutaj o jest +22 st. C. Szok !!! Parkuję samochód na poboczu i idę się dowiedzieć co i jak. Okazuje się w naszym biurze (Adriatic Charter) pusto, siedzi jeden facet i chyba trochę się nudzi. W związku z tym szybko załatwiamy formalności związane z przejęciem jachtu, płacę ubezpieczenie kaucji i klimatyczne i praktycznie możemy się ształować na chodzi o techniczne przejęcie jachtu, ma ktoś z obsługi zjawić się i razem mamy sprawdzić wszystko z listy i podpisać protokół przejecia jachtu. Nagabnięty o to człowiek z obsługi na kei powiedział żebym sam sobie wszystko sprawdził a on potem przyjdzie. Ok. W takim razie będziemy się ształować. Idę do samochodu a tam druga niespodzianka, okazuje się że knajpka przed którą zaparkowaliśmy prowadzi Polka z Nowego Sącza, która wyszła za Chorwata i 20 lat już tam mieszka. Zobaczyła polską rejestrację samochodu i wyszła zaproponować na parking u siebie w ogrodzie za połowę kwoty jaką żądali w marinie. Ok, mówię zaoszczędzimy akurat na wino i rakiję. W tak zwanym międzyczasie przyjechał drugi samochód z resztą załogi. Więc jesteśmy już wszyscy. Bierzemy z mariny wózki bagażowe ładujemy nasze graty i jedziemy pod nasz jacht. Jest to Bavaria 34 o dźwięcznej nazwie BELL. Gratów jest tyle (samych skrzynek z żarciem jest 4, zgrzewek różnych napojów 8 szt., piwo 1 zgrzewka oraz toreb i innych pakunków po 2/osobę), że przez chwilę zastanawiamy się czy zmieścimy to wszystko w bakistach. Ale okazuje się po upchnięciu wszystkiego że jeszcze zostało sporo miejsca. Robi się już ciemno i wreszczie przychodzi facio od sprawdzenia jachtu. Ale co tu można sprawdzić po ciemku. Sprawdzamy pobieżnie z listy to co można sprawdzić a resztę mamy sprawdzić jutro. Przy okazji okazuję się, że sprawdzanie po ciemku też ma swoje zalety, bo zauważamy że nie działa światło topowe, czego pewnie w dzień byśmy nie spostrzegli. Facio mówi że jutro naprawią i poszedł. Kończymy ształować graty i idziemy do knajpki w marinie na kolację, żeby po tak ciężkim dniu zainaugurować nasz rejs i zintegrować załogę. Knajpka taka sobie, bez rewelacji ale może być, wybór dań spory a ceny umiarkowane. Zamawiamy co tam kto chce (ja lignie prażene) do tego obowiązkowo wino i się integrujemy. Około godz. 23 zarządzam koniec integracji i idziemy na jacht spać bo przecież jutro będzie pierwszy dzień z reszty naszego przywitała nas piękną pogodą, bezchmurne niebo, ciepło ale wiatr jakby słaby. Nic to, dokonujemy porannych ablucji i powoli przygotowujemy się do wypłynięcia. Jeszcze krótkie zakupy w markecie GETRO ze szczególnym uwzględnienie napojów nikoniecznie chłodzących a bardziej wyskokowych. W międzyczasie przychodzi facio z Adriatica i sprawdzamy resztę rzeczy z listy. Niby wszystko w porządku ale gdzieś w głębi czai się myśl że nie sposób tego wszystkiego dokładnie sprawdzić. Ale co tam, mamy wszak ubezpieczenie kaucji. Facio jeszcze wciąga na maszt drugiego facia (jak w cyrku) i naprawiają nam światlo topowe. Wreszcie wszystko załatwione i pada upragniona komenda „oddaj się na cumie” (słyszałem już kiedyś taką odpowiedź załogantki że: „k… to może ja i jestem, ale na pewno nie baletnica !” ). Wychodzimy na silniku na Kaśtelanski Zaljev i zostawiamy za sobą wspaniałą panoramę gór Kozjak. Płyniemy w stronę Hvaru. Założenia są takie że płyniemy tam gdzie nas oczy poniosą a gdzie nas noc zastanie tam staniemy na postój. W końcu mamy wakacje, nigdzie nam się nie spieszy:). Wiatr mamy słaby ok. 2B ale na szczęście kierunek dobry (połówka – tylko bez skojarzeń) i nie musimy się halsować. Płynąc sobie tak postanawiamy stanąć gdzieś na kąpiel w zatoczce. Przepływając obok pólnocnego krańca wyspy Brać widzimy fajną zatoczkę w której postanawiamy się na mapę, zatoka nazywa się Boboviśće i można stanąć. Wpływamy tam i rzucamy kotwicę. Jest cudnie, woda kryształ, głębokość 5 m. a widać wszystko na dnie, temepratura wody +22,4 st. C (przynajmniej tak pokazuje terometr jachtowy). Pierwsi chętni skaczą z rufy do wody i potwierdzają tę temperaturę. Pławimy się w wodzie na zmianę jakąś nie chce się wychodzić. Ale cóż trzeba płynąc dalej. Reszta załogi wchodzi na jacht i szykujemy się do odpłynięcia. Ponieważ wiatr jest słaby to robimy mały obiadek w postaci gorących kubków i zimnego piwa + zakąski (do wyboru). I tak sobie popijając, gawędząc i opalając się wypływamy na trochę szersze wody. Kierujemy się na Hvar, ale ponieważ wyczytałem że w mieście nie bardzo jest gdzie stanąć (wymagania załogi są wygórowane,WC, toalety, prysznice, SPA Wellnes, itp :).) postanawiamy stanąć na sąsiednim archipelagu wysp nazwanym niepokojąco Pakleni Otoci – czyli Wyspy Piekielne. Ciekawe dlaczego ? Stajemy na największej z nich Sveti Klement w marinie ACI o nazwie Palmižana. Ponieważ jest już trochę późno szybko klarujemy jacht i z częścią załogi postanawiamy popłynąć taksówką wodną do Hvaru na zwiedzenie miasta. Taksówkę znajdujemy bez problemu, natomiast problemem jest cena. Przewoźnik chce 100 kun od osoby (potem okazuje się że to w obie strony) i mimo targów nie chce nic zejść z ceny. Mówi się trudno, decydujemy się na to,( bo w końcu wiadomo czy tu jeszcze kiedyś będziemy?) i wskakujemy na łódź. Taxi szybko odbija i płynie z zawrotną jak na nasze dzisiejsze żeglowanie prędkością 25 węzłów. My robiliśmy w porywach 5 więc po 10 minutach jesteśmy na Hvarze i ponieważ zaczyna się ściemniać planujemy w pierwszej kolejności wejść na twierdzę górującą nad miastem. Wejście było ciężkie, ale opłaciło się, widok z góry na oświetlone miasto i zatokę jest cudny. Zwiedzamy twierdzę, już za darmo bo Pan stwierdził że już tak późno że nie weźmie opłaty. My mimo zapadających ciemności dobrze wszystko widzimy a widok z góry jest chyba lepszy niż za dnia. Potem schodzimy na dół do miasta i trochę włóczymy się po uliczkach. Następnie idziemy do knajpy na kolację. W knajpie jak zwykle owoce morza,kobiety, wino i śpiew O godz. wychodzimy bo jesteśmy umówieni z taksiarzem na nabrzeżu o godz. że ma nas zabrać z powrotem. O nie ma go, czyżby zrobił nas w trąbę. I jak teraz dostaniemy się do mariny ? Ale 5 minut później widzimy światła, jest, jednak przypłynął po nas. I tak już w świetle księżyca, wracamy na nasz jacht, żeby jutro kontynuować naszą przygodę z dalmatyńskimi nocy budzi mnie dziwny odgłos przypominający walenie łyżką w metalowy talerz. To odgłos fałów obijających się o maszty. Ocho myślę, jutro czeka nas smak niedźwiedziego mięsa. I tak się stało. Rano budzi nas kołysanie jachtu i świst wiatru. Okazuje się że w nocy przyszło jugo. W marinie wygląda to nawet fajnie. Zobaczymy co będzie na załatwiamy to co mamy do załatwienia i wyruszamy. Jakoś dziwi nas trochę, że nikt więcej nie wypływa z portu. Po wypłynięciu z portu ponieważ trochę wieje (na wiatromierzu ok. 30 km/h), decyduję się na zarefowanie do połowy grota i foka. Płyniemy, na razie jest ok. w miarę szybko i bez zbytnich przechyłów. Ale pomału wychodzimy zza osłony wysp archipelagu i wiatr tężeje. Jacht pochyla się coraz bardziej, fala staję się wyższa. Po wyjściu na otwarte morze fale sięgają już. ok. 2 m a wiatr zmienia kierunek tak, że teraz mamy w mordę. Nic to, mówię trochę przestraszonej załodze, wreszcze są emocje. Część załogi (tej pierwszy raz na morzu i słabiej pływającej) zakłada kapoki, reszta sztormiaki. Wszyscy siedzą na zewnątrz w kokpicie bo w środki za bardzo buja. Masz co chciałeś „arturac” 🙂 Fala jest już taka, że przewala się przez cały dek i spada na nas do kokpitu. Po chwili wszyscy są już mokrzy. No ale jak się powiedziało A to trzeba powiedzeć B czyli płyniemy dalej. Gorzej że musimy się halsować i po każdym zwrocie wydaję mi się, że jesteśmy w tym samym miejscu. Ale tylko mi się tak wydaje, bo GPS pokazuje, że wolno ale jednak posuwamy się do przodu. Oddaję na chwilę ster koledze i wchodzę do kabiny zobaczyć GPS i mapy. W kabinie wrażenie sztormu potęguje się. Jacht nurkuję w dół i wali tak kadłubem o wodę że zaczynam i ja bać się o uszkodzenia jachtu. Odczucie jast takie jakby jakiś olbrzym podniósł jacht 2 m nad wodę i puścił go swobodnie na wodę. Uderzenia są takie że wszystko trzeszczy,jęczy i płacze. Najbardziej boję się o całość zastawy stołowej, która choć dobrze zaształowana to niepokojąco dzwoni oraz elektroniki jachtowej a po chwili przebywania w messie już o wszystko. Sprawdzam mapy oraz GPS-a i stwierdzam że jeszcze chwila (2 wyliczeń) i powinniśmy wpłynąć za Peljesać który trochę nas osłoni od wiatru. Wychodzę na zewnątrz, tu jest trochę lepiej, przynajmniej nie słyszę już łomotu i trzasku. Czego oczy nie widzą i uszy nie słyszą tego sercu nie żal. Przejmuję star i płyniemy dalej. Na szczęśnie nikt nie oddaje hołdów Neptunowi. Rzeczywiście za jakiś czas fale robią się jakby trochę mniejsze i wiatr trochę słabszy ( nie 6B tylko 5B 🙂Ale powoli robi się późno, a my do mariny w Korćuli mamy jeszcze daleko. Pytam załogę co robimy, czy halsujemy się dalej na żaglach i stajemy w pierwszym porcie na wyspie ( tym przypadku byłaby to Vela Luka), czy walimy na katarynie prosto do mariny Korćula. Zdecydowana większość jest za mariną (wiadomo – WC, toalety, prysznice, SPA Wellnes, itp :).) . Wobec tego odpalam katarynę, zrzucamy żagle i walimy prosto na marinę. Robi się już szarówka, kiedy dopływamy do mariny. Ale jak tam wpłynąć ? Wiatr wprawdzie i fala trochę osłabły ale dalej są takie że manewrowanie w ciasnej marinie gdzie miejsca między kejami jest na długość jachtu a wiatr jest dopychający jest trochę ryzykowne. Trudno myślę, nie po tośmy płyneli w takich warunkach cały dzień, żeby teraz stać na kotwicy ! Wchodzimy, precyzyjnie rozdzielam zadania, wyjmujemy wszystkie obijacze i tyłem pakujemy się między pomosty. Niesieni dopychającym wiatrem gnamy jak przecinak, przez chwilę przychodzi mi na myśl zwrotka popularnej piosenki „hej wiatr od rufy wieje rozp… keję”. Tu akurat wiatr mamu od dziobu, co nie zmienia faktu, że efekt może być podobny. Na keji bosman drze się i pokazuje miejsce gdzie według niego mamy stanąć, taaa łatwo powiedzieć. Już widzę panikę na jachcie w który celujemy rufą, wszyscy wyskakują na pokład, krzyczą coś (chyba po niemiecku), ciekawe co ? W odległości kilku metrów od niego daję całą naprzód, skręcam ster na bakburtę, w międzyczasie załogant chwyta podciągnięty muring, rzucamy cumy i już po chwili jacht grzecznie się kołysząc stoi karnie przy nabrzeżu. Uff ocieram pot z czoła i nagle słyszę brawa, to moja załoga zrobiła mi owację na stojąco za ten manewr. Niemcy też dołączyli się do owacji. Ok, w takim razie robimy szybki klar na jachcie i przygotowujemy się do wyjścia na miasto, gdzie planujemy zaliczyć obiadokolację w jakiejś knajpce, bo po taki dniu nikomu nie chce się gotować, a każdy głodny bo czasie pływania nie było nawet możliwości zrobić coś do jedzenia. Wyskakujemy na keję i tu niespodzinka, betonowy pomost dziwnie się kołysze. Ale po chwili okazuje się, że to nie pomost się kołysze, tylko w nas tkwi jeszcze morski rozkołys. Ktoś proponuje wino, bo według jego teorii suma dwóch sinusoid o przeciwnych fazach daje zero. Wobec tego idziemy sprawdzić tę teorię matematyczną. Okazuję się że działa ! Dalej już normalnym krokiem idziemy zwiedzać Korćulę. Co do jutrzejszego dnia to – „Dziś nie będę się tym martwić, pomyślę o tym jutro”.Po stosunkowo udanej nocy wstajemy rano – godz. 🙂 i stwierdzamy że pogoda niestety nie uległa poprawie a nawet bym powiedział, że się pogorszyła bo pada lekki deszczyk, ale jest ciepło. Fala jeszcze taka, że z kratek na molo tryskają gejzery trakcie śniadania robimy burzę mózgów i decydujemy, że nie wypływamy – zostajemy i zwiedzamy, tudzież robimy inne różne dziwne rzeczy na co kto ma ochotę (oczywiście w ramach zdrowego rozsądku). I tak część idzie zwiedzać miasto, część zostaje na jachcie, część wyszła robić coś na co mieli ochotę 🙂 . Późnym popołudniem umówiliśmy się wszyscy na wspólny obiad. Ja z moją małżonką także poszedłem zwiedzać, aczkolwiek kiedyś już byliśmy tu na wycieczce będąc na wczasach w Korćuli nie będę wam opisywał, dość jest tych opisów na forum. Co mi się rzuciło w oczy to to, że w porównaiu z poprzednim moim pobytem w lipcu jest pusto. Na bazarku owocowo-warzywnym przy starym mieście jeden ! kramik i to z serem. Nie to żebym miał coś przeciwko serowi ale wolałbym coś innego, jakąś rakiję, domaćne vino ostatecznie travaricę lub tinkture od smokva. Ostatecznie kupiliśmy i ser, na zakąskę 🙂I z tym serem pod pachą, dalej poszliśmy włóczyć się po mieście. W trakcie tej włóczęgi przechodząc koło popiersia sławnego podróżnika -Marco Polo, spostrzegłem duże moje podobieństwo do niego. Wam też tak się wydaje ?Włóczęgostwo opłaciło się, znaleźliśmy w jednej z bocznych uliczek domową winiarnię, w której dokonujemy zakupów wina prosto z beczki do… no właśnie do czego by tu nalać ? Na szczęście właściciel miał odpowiednie flaszki ( pewnie był przygotowany na takich jak my). Wlał nam do fajnego plastikowego baniaka 3 l. wina za uwaga !- tylko 60 kun czyli jakieś 32 zł. czyli 10,60 zł./l. I nie myślcie sobie że był to jakiś sikacz, bo wcześniej zażyczyliśmy sobie „probe” z wszystkich win jakie miał. (na szczęście miał tylko 6 rodzajów). Potem wzięliśmy to które nasz nam najbardziej smakowało nazwy nie pamiętam. Dla chętnych aby odwiedzić to miejsce podaję adres ul. Marinka Gjivoja numeru nie pamiętam, ale idąc tą ulicą nie sposób tego nie zauważyć. Potem jeszcze sklepiki, stragany, budki z różnymi duperelami i nastał wieczór. Zgodnie z umową stawiliśmy się w umówionej wcześniej restauracji i tam oddaliśmy się degustacji różności na jakie kto miał spożyciu wszystkiego co było do spożycia (niektórzy już nie mogli spożyć do końca) marynarskim krokiem udaliśmy się na ranka dzień wstał ładny, słoneczny, ciepły z resztkami chmur na niebie zaczepionymi o szczyty gór na Peljesacu. Wiatr słaby i do tego odwrócił się tak, że znowu będziemy mieli go „w mordę” 🙁Wobec tego szybkie odprawiamy poranne rytuały i szykujemy się do wypłynięcia. Śniadanie zjemy na trawie.. tzn. na wodzie. Po przeanalizowaniu mapy stwierdzam, że aby zdążyć na piątek do Kaśteli musimy już zawrócić i kierować się z powrotem. Wypływamy w stronę Hvaru zostawiając za rufą mury Starego Miasta i majestatycznego po tego szczytu niby jest nieduża, bo „tylko” 961 m. ale biorąc pod uwagę, że wznosi się on od samego morza, to robi to ogromne wrażenie. Kilka lat temu będąc w Orebiću weszliśmy na ten szczyt, widok z niego jest zaiste w stronę południowo-wschodniego krańca Hvaru mamy jeszcze w miarę dobry wiatr tak więc postanawiamy się przekąpać w jakiejś zatoczce. Wybór nasz padł na Uvala Prapratna niedaleko Sućuraja. Woda jak zwykle kryształ, ciepła i jak zwykle pławimy się w niej około kąpieli w słonej wodzie trzeba obowiązkowo przepłukać usta, żeby pozbyć się słonego smaku i zgasić pragnienie. Robimy to zimnym piwem, winem, wodą, sokiem, na co kto ma ochotę. Po zaspokojeniu pragnienia podnosimy kotwicę i płyniemy dalej. Okrążamy poludniowo-wschodni kraniec wyspy Hvar i kierujemy się wzdłuż wybrzeża tzw. Makarskiej po drodze piękne miasteczka na tle cudownej panoramy gór masywu Biokovo, który jest drugim co do wielkości pasmem górskim w Cro z najwyższym szczytem Sveti Jure – 1762 m Widoki rzeczywiście cudowne. Do tej pory widziałem je tylko od strony lądu a teraz mam możliwość podziwiać je od strony my tu gadugadu, widoczki, fotki, piwko a czas leci. Postanawiamy, że trzeba pomału szukać miejsca na nocleg. Wybór nasz padł na Tućepi. Jest tam zanaczona marina więc będzie wszystko co potrzeba kobietom. Podpływamy tam bliżej, widzimy że miejsce jest, wobec tego robię zwrot i tyłem pakujemy się do mariny. Wpłynęliśmy już do połowy gdy wtem na keji zjawia się jakiś człowiek i krzyczy, żeby nie wpływać bo nie ma naniego zdziwieni bo miejsca jest tyle że moim zdaniem zmieściłby się tu Batory ( gdyby oczywiście miał mniejsze zanurzenie), ale co robić nie chce nas to trudno, nie zarobią dziś tu na nas. Wrzucam całą naprzód i wypływamy z mariny. Patrzę na mapę i stwierdzam że najbliżej mamy do Makarskiej. Wobec tego kierujemy tam nasz dziób. Makarska od strony morza robi sympatyczne wrażenie, ładny port miejski ale niestety nie ma tam mariny żeglarskiej. Trudno, będziemy dziś stać w porcie przy kamiennym nabrzeżu keji miejskiej. Podchodzimy jak zwykle rufą do nabrzeża, gdy wtem znowu zjawia się jakiś człowiek i znowu coś krzyczy do nas. Na szczęście orientujemy się, że chce żebyśmy wpłynęli w inne miejsce, które on nam pokaże. Ok. płyniemy tam gdzie nas prowadzi i okazuje się że będziemy stać pomiędzy dwoma dużymi (tak ze 3 razy większymi od nas) jachtami. Jeden jest z banderką niemiecką, a drugi z chorwacką. Podchodzimy, łapiemy muring, rzucamy cumy rufowe, knagujemy liny i że przy takich jachtach nasz wydaje się być łupinką ? Jacht motorowy po prawej burcie z banderką chorwacką robi naprawdę wrażenie, można powiedzieć, że zasłania nam świat. Jakiś człowiek z obsługi tego jachtu mowi nam, że w wieczorem i w nocy będzie na nim dyskoteka więc musimy się na to odpowiednio przygotować. Nie wiem co miał na myśli 🙂 Po drugiej burcie stoją Niemcy pięknym drewnianym oldtimerem, ze 3 razy większym od naszego. Jast fajnie, zwłaszcza że i opłata portowa jest o połowę niższa niż w marinie ( ale bez podłączenia do prądu i wody). Wobec tego szybko klarujemy jacht i idziemy na miasto przygotować się do dyskoteki. Na nabrzeżu, które robi wrażenie promenady w Tunezji (palmy) stoi fajna rzeźba przedstawiająca … no właśnie kto zgadnie co ? Ja obejmuję czule za biust dziewczynę z rzeźby i poklepuję ją po pupci. W końcu nie codziennie można tak zrobić obcej kobiecie i to w dodatku przy własnej żonie 🙂 Potem idziemy dalej w miasto zwiedzać i jakimś czasie już odpowiednio przygotowani do dyskoteki, wracamy na jacht a tu znowu niespodzianka ! Jacht kolebie się na wodzie (chociaż fali nie widać) jakieś 0,5 metra w dół i w górę tak że trudno nam wejść po trapie (może to efekt przygotowań do dyskoteki ?). W każdym razie od Niemców dowiadujemy się, że to tzw. martwa fala, która wchodzi do portu z pełnego morza i powoduje taki nieprzyjemny rozkołys. Wobec tego zakładamy dodatkowe cumy z dziobu i rufy, naciągamy je mocno i kołysanie trochę się uspokaja. Zobaczymy co będzie w nocy ! Na szczęście (dla niektórych nieszczęście) informacja o dyskotece okazała się żartem. Wobec tego będziemy mieli spokojną noc. A przygotowania do dyskoteki okazały się na tyle skuteczne, że kołysania jachtu spowodowanego martwą falą nikt z nas w nocy nie czuł i rano obudziliśmy się świezi i obudziliśmy się, a właściwie obudziła nas orkiestra dęta. Wyglądali bardzo elegancko w jednakowych bordowych uniformach, przeszli marszowym krokiem wzdłuż całego nabrzeża grając jakąś fajną muzykę (chyba marsz ). Poniżej podaję link do filmiku z tą orkiestrą na Youtube. Nie wiem czy to było jednorazowe przedstawienie spowodowane jakimś wydarzeniem (rocznica, święto itp.), czy też oni zawsze rano mają taki zwyczaj budzenia ludzi. W każdym razie zrobili to skutecznie, bo wszyscy wylegliśmy na pokład przyglądając im się jak maszerują i takiej pobudce postanowiliśmy iść i wziąść gdzieś prysznic ( się a nie ukraść go), bo wczoraj nie mieliśmy gdzie tego zrobić (toalety miejskie nie miały pryszniców, a poza tym babcia klozetowa o godz. zamknęła przybytek i poszła do domu). Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy, że idziemy na plażę miejską, gdzie się najpierw przekąpiemy a potem umyjemy się pod prysznicami plażowymi. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Poszliśmy na plażę na drugą stronę półwyspu Sv. Petar. Wchodzimy na plażę a tu kolejna niespodzianka, plaża jest zupełnie pusta, czyżby jakaś zaraza i zamknęli plażę ? Będąc kiedyś przejazdem zajrzeliśmy na tę plaże i tłok był tam taki, że (jak to kiedyś obrazowo określił kolega mówiąc o tłoku w autobusie) „gdyby nie kobiety to niebyłoby gdzie palca włożyć” 🙂 tyle było ludzi w lipcu ! A tu pusto jednynie nasza gromadka na plaży, nie wiemy czy może się kąpać, czy nas zaraz ktoś nie wygoni z plaży, ale ryzykujemy i wchodzimy do jak zwykle kryształ (trochę mniej szlachetnej urody niż w zatoczkach na wyspach), ciepła, więc korzystamy z tego. Potem tak jak planowaliśmy, myjemy się pod prysznicami i odświeżeni oraz orzeźwieni wracamy na jacht. Po drodze mijamy statek rybacki, który właśnie dobił do nabrzeża i sprzedają z niego świeże rybki oraz inne owoce morza. My nie kupujemy nic (no bo ktoś musiałby to potem oporządzić i usmażyć) i wchodzimy na nasz tylko krótkie zakupy, śniadanko, sranko, sikanko i wypływamy z portu. Kierujemy się wzdłuż południowego wybrzeża wyspu Brać, bo chcemy dopłynąc do miejscowości Bol i słynnego cypla Zlatni Rat, gdzie jest bodaj najpiękniejsza plaża w Chorwacji (tak przynajmniej mówią) a fotka z tym widoczkiem jest na każdym folderze po drodze podziwiamy piękne widoki Braću i na miejsce udaję nam się dopłynąć około godziny Rzucamy kotwicę po zachodniej stronie cypla i skaczemy do wody, (oczywiście na zmiany, bo ktoś musi zostać na jachcie). Z bliska ten Złoty Róg okazuje się przereklamowany, to co tak pięknie wygląda na folderach jak piasek, okazuje się być drobnym żwirkiem. Ale i tak widok na cypel jest ładny a woda więc z tego do woli i w tzw. międzyczasie robimy i jemy prosty i szybki obiad w postaci fasolki po bretońsku z puszki (ciekawe co wspólnego z Bretanią ma to danie). W trakcie naszego postoju, zdziwienie nasze wzbudził samotny człowiek, który przypłynął z pełnego morza na desce surfingowej wiosłując tylko jednym pagajem (tak jak kanadyjkarz). Skąd przybywa i dokąd podażą ten Jakub Paganel – pozostanie to dla nas mroczną każdym razie my tak nie zamierzamy pływać ( chociaż pagaje mamy), więc stawiamy żagle i odpływamy w stronę miasteczka Milna na pólnocno zachodnim krańcu wyspu Brać, gdzie planujemy postój. Płynąc sobie tak jakiś czas, zauważam nagle jakiś ruch przed dziobem. Kubek z wodą wypada mi z ręki, gdy nagle rzucam się do fotoaparatu i głośno krzyczę – DELFINY ! Tak, to stado tych sympatycznych ssaków przecięło nam drogę i przez chwilę popisywały się wyskakując ponad wodę. Wszyscy także rzucili to co mieli w rękach i rzucili się do robienia zdjęć. Potem się okazało, że na około 30 zrobionych zdjęć delfiny są tylko na 2 fotkach ! Reszta ujęć to było puste morze, lub ogony delfinów nurkujących pod wodę. Ale dobre i dwie fotki. Jedną z nich zamieszczam tu, żebyście i wy mogli to więc udało nam się podczas tego rejsu zaliczyć i tę atrakcję. Delfiny po krótkim baraszkowaniu wokół jachtu odpłynęły w tzw. siną dal i my też odpłynęliśmy ale we wcześniej określoną dal. Póżnym popołudniem przepłynęliśmy przez Splitskie Vrata i skierowaliśmy się do zatoki Milna. W locji wyczytałem że są tam dwie mariny, jedna na początku zatoki prowadzona przez holenderską parę, a druga w samym mieście Milna. Postanawiamy stanąć w tej pierwszej – nazywa się Vlaska i wydaje nam się, że będzie tam kameralniej, oraz że będzie się rano gdzie się później okazało mieliśmy rację. W samym miasteczku też jest marina, ale jest ciasno, głośno i brudno. Jedyny plus to taki, że jest tam wszędzie blisko, do sklepu, bazarku, straganików, knajpek, winiarni itp. My z naszej mariny musimy iść do miasteczka dobre 15 minut. Ale może to i dobrze, bo po po całym dniu leniuchowania przyda nam się trochę ruchu. Samo miasteczko nic nadzwyczajnego, ot takie sobie Hrvatsko każdym razie mogę powtórzyć za Cezarem – veni, vidi, vici. Oczywiście zwyciężyliśmy po ciężkiej i zażartej, w dosłownym tego słowa znaczeniu, walce w strudzeni legliśmy na dnia obudziliśmy się w nie najlepszych nastrojach (mimo słonecznego poranka), ale nie z powodu nadmiaru wina w konobie, tylko zdaliśmy sobie sprawę, że to już jest nasz ostatni dzień z reszty naszego rejsu. Mówi się trudno, wszystko kiedyś się kończy, ważne żeby pozostały nam miłe wspomnienia. A mam nadzieję, że tak chyba było na tym rejsie. Nic to, po śniadanku i związanych z tym czynnościach ubocznych, część z nas idzie jeszcze do miasteczka na krótkie zakupy a część na spacerek po okolicy, która naprawdę wygląda pięknie. A kwitnące dziko agawy robią niesamowite godzinie spotykamy się wszyscy na jachcie i po krótkim klarze wypływamy z mariny. Kierujemy się już w stronę Kaśteli, aczkolwiek po drodze zamierzamy „zaliczyć” jeszcze wyspę Solta. Płyniemy wzdłuż północnego wybrzeża wyspy wypatrując fajnego miejsca, gdzie będziemy mogli prawdopodobnie ostatni raz w tym roku wykąpać się w morzu. Wreszcie jest, fajna zatoczka o nazwie Nećujam. Wpływamy głębiej i stajemy w zachodniej odnodze zatoczki. I tu ukazała się naszym oczom ostatnia już chyba podczas tego rejsu niespodzianka. Mianowicie w odległości pół kabla od brzegu wystawał z wody na wpół zatopiony żaglowiec. Wyglądał jak autentyczny stary żaglowiec, drewniany dwumasztowy, z wody wystawały mu tylko część przechylonego pokładu i maszty. Postanowiliśmy przy okazji kąpieli w zatoce podpłynąć do niego i obejrzeć go sobie z bliska. Udało nam się nie tylko podpłynąć do niego, ale także wspiąć się na pokład. Z bliska wrak wyglądał na w miarę nie zniszczony przez wodę i czas. Ciekawe co też mu się przydarzyło? Czyżby współcześni piraci go napadli i zatopili?Po kąpieli i nurkowaniu we wraku i jak zwykle małej przekąsce oraz przepitce skierowaliśmy ster gdzie oczy poniosą. To znaczy w tym przypadku do Splitu, gdzie mieliśmy wysadzić część załogi, która nie była nigdy w tym mieście Dioklecjana. Na redzie Splitu stały ogromne wycieczkowce, z których ludzi na ląd dowoziły szalupy większe od naszego jachtu ! Wysadziliśmy i my na nabrzeżu część załogi i zawinęliśmy się do Kaśteli. Odpływając mieliśmy możliwość zaobserwować na pobliskich wzgórzach Kozjak górujących nad Splitem, ślady po ogromnym pożarze, który jak widzimy wypalił do cna co najmniej 50 % powierzchni rosnących tam lasów, brr.. już po chwili zapominamy o przykrych widokach, bo dopływamy do południowego krańca wyspy Ciovo i okrążając półwysep Marjan kierujemy się już prosto do Kaśteli. Przepływamy obok kasztelu Gomilica czyli zamku, który siostry benedyktynki pobudowały na skale i od którego miasto wzięło swoją nazwę. Jeszcze ostatni rzut oka na zamek i wpływamy do dopłynięciem do kei, kierujemy się jeszcze do pobliskiej stacji paliw, gdzie musimy dotankować do pełna zbiornik naszego jachtu. Wpływając do zatoczki, w której mieści się stacja, widzimy przed nami jachty, które dopływają do stacji, a po chwili krótkiej konwersacji z obsługą odpływają nie tankując. Pytamy jednego z zawracająch skiperów dlaczego nie tankują ? Problem, odpowiada i po chwili wyjaśnia nam, że obsługa tankuje tylko swoich. Co to znaczy ? Ale podpływamy i my i o dziwo obsługa bez problemu tankuje nasz jacht, nie chce za to pieniędzy, ale za to daje nam jakąś karteczkę na której napisana jest magiczna cyfra 44 ! Okazuje się, że tyle właśnie zatankowali nam paliwa, a zapłacimy za nie w marinie zdając jacht. Czyli wynika stąd, że my jesteśmy ci swoi. Ale coś mało jest do tankowania tych swoich, więcej obcych, czy oni nie chcą na innych zarobić ? Dziwna sprawa, ale w końcu to nie nasz problem. Wypływamy z zatoczki i kierujemy się do mariny. Czlowiek z obsługi Adriatic Charter już z daleka woła do nas i pokazuje nam gdzie mamy stanąć. Ok, płyniemy posłusznie i stajemy tam gdzie nam kazał. Wreszcie w domu chciałoby się powiedzieć, gdyby nie to, że trochę nam żal, że rejs już się skończył. Idę do biura zameldować, że dopłynęliśmy i poprosić o przyspieszenie odbioru jachtu, bo jutro wcześnie rano chcemy wyjechać. No problem, odpowiada Pan w biurze. Ktoś do was niedługo przyjdzie, zrozumiałem. Wobec tego idę z powrotem na jacht i zaczynamy pakować graty i wynosić je do samochodów, które o dziwo stoją tam gdzie je zostawiliśmy tydzień temu. Myślałem, że z powrotem gratów będzie mniej, ale gdzie tam, prawie połowa żarcia nam została i sporo wody mineralnej 🙂 No nic, upychamy to wszystko na powrót w samochodach, a w międzyczasie przychodzi facio z obsługi, żeby dokonać odbioru jachtu. Przygotowany byłem na długą i skrupulatną procedurę odbioru, ale facio tylko pobieżnie sprawdza najważniejsze rzeczy (nurek już wcześniej sprawdzał kadłub) i bez problemu podpisuje nam protokół odbioru. Nie wiem czy to efekt końca sezonu czy ubezpieczenia kaucji czy czegoś innego (może rakiji) ? W każdym razie zadowoleni, że tak szybko nam poszło, postanawiamy za resztę kasy jachtowej iść na pożegnalną kolację w miejscowym Restoranie. Kolacja przeszła nam szybko, bo i kasy nie zostało za dużo i nastroje w załodze jakieś niewyraźne. I tak w markotnych nastrojach wracamy na jacht, żeby wyspać się, bo przecież jutro rano trzeba będzie (niestety) wracać do domów. Ale przyrzekamy sobiew duchu, że kiedyś na pewno tu (lub gdzie indziej) wrócimy, aby znowu pożeglować po Jadranie. Wyobraźcie sobie zielone wybrzeże otoczone z trzech stron ciepłą wodą Adriatyku, miejsce, które wszerz można przebyć podczas popołudniowego spaceru. Tak, Premantura istnieje naprawdę i wygląda dokładnie tak, jak wyobrażacie sobie miejsce na wakacje Waszego życia. Na dalekim południu słonecznej Istrii, niemal na samym jej końcu, na cyplu Rt Kamenjak, znajduje się malowniczy turystyczny kurort, z którego blisko do jednego z największych miast na półwyspie - Puli. Cypel rozciąga się na otwarte wody Adriatyku (jego linia brzegowa ma około 30 km długości) tworząc niepowtarzalne zatoczki ze żwirowymi plażami i kąpieliskami. Trudno o drugie tak zachwycające miasto w Chorwacji. Nie czekajcie, przygoda ze słońcem w tle czeka właśnie na Was! Atrakcje turystyczne Nietypowe położenie Premantury sprzyja uprawianiu sportów wodnych. Miłośnicy aktywnego wypoczynku nie będą mogli narzekać na nudę. Szczególnym powodzeniem cieszy się tutaj windsurfing - wiosną i jesienią wszystkim żeglarzom będą sprzyjać wiatry. Dodatkowo w miasteczku znajdziemy kilka kortów tenisowych oraz boisko do mini-golfa. Wśród obiektów architektonicznych warto odwiedzić XVII-wieczny kościół św. Lorenza, gdzie od czasu do czasu można natrafić na koncert muzyki klasycznej. Świetnym punktem widokowym oraz miejscem na zrobienie pamiątkowych zdjęć jest kamienna brama przy wejściu do portu, służąca dawniej za punkt zwrotny dla żeglarzy i podróżników. Wycieczki fakultatywne Kilkadziesiąt kilometrów na północ od Premantury zawitamy do pięknej i zabytkowej Puli, miasta stołecznego regionu, jednego z największych na półwyspie Istria. Choć miasto w dużym stopniu ma charakter przemysłowy, znajdziemy tutaj moc atrakcji i zabytków. Bodajże największym jest starorzymski amfiteatr (Pula została założona w 177 r. jako Polensium i przez długi czas pozostawała pod wpływem Imperium Rzymskiego) powstały w I w. W zamierzchłych czasach służył oczywiście jako miejsce walk gladiatorów, dziś natomiast odbywają się tutaj koncerty muzyczne a z końcem lipca - głośny festiwal filmowy. Z amfiteatru kilka kroków dzieli nas do Muzeum Archeologicznego (Arheološki Muzej), gromadzącego eksponaty związane z historią miasta (rzeźby, przedmioty codziennego użytku, obrazy oraz wiele innych). Z czasów rzymskich zachował się również łuk triumfalny Sergiuszów (27 r. forum romanum oraz popularna wśród turystów świątynia Oktawiana Augusta, wzniesiona ku czci władcy na przestrzeni 10 lat. Konstrukcja znacznie ucierpiała w czasie II wojny światowej. Na zakończenie zwiedzania Puli warto wybrać się jeszcze do Muzeum Historii Istrii (Povijesni muzej Istre) gromadzącego ciekawe modele statków oraz znaleziska związane z historią (zwłaszcza II wojną światową) regionu. Wiele emocji budzi zawsze wyprawa do „Mumii z Vodjanu” (około 9 km na północ od Puli). W kościele św. Błażeja w miasteczku Vodnjan zachowały się zwłoki świętych oraz szczątki ciał innych osób: św. Leona Bembo, św. Giovanniego Oliniego, św. Nikolosy Bursy, fragmenty ciała św. Sebastiana oraz św. Barbary. Szacuje się, że najstarsze zwłoki (św. Leona) pochodzą z XII w. Dużym udogodnieniem dla przyjeżdżających tutaj Polaków jest niespodzianka przygotowana przez proboszcza-przewodnika - jest nią nagrany polski przewodnik po świątyni. Stosunkowo niedaleko jest na Wyspy Briońskie. Ich archipelag składa się w całości z 14 mniejszych i większych wysp (które początkowo stanowiły własność Tity), obecnie na turystów czekają tylko 2 z nich - Veli Brijun oraz Mali Brijun. Od 1983 r. obszar jest chroniony prawnie - Wyspy Briońskie stanowią obszar parku narodowego. Przez lata urzędowania na wyspach Tito zgromadził nie lada "zwierzęcą kolekcję" - jego goście ( Sophia Loren, Elizabeth Taylor, Richard Burton) często przywozili podarunki, którymi były głównie egzotyczne zwierzęta. Dzięki temu powstała dość spora kolekcja, którą dziś możemy oglądać podczas Safari Park Brijuni (zobaczymy żyrafy i zebry). Na wycieczkę po archipelagu wyruszają zorganizowane wyprawy z Puli, Rovinja oraz Fažany. Wycieczkę można oczywiście zorganizować na własną rękę - na wyspach funkcjonuje kilka miejsc noclegowych. Odwiedzając południową Istrię warto wybrać się również do mniej znanych i rzadziej uczęszczanych miasteczek. Wśród nich znajdziemy Peroj z wykopaliskami archeologicznymi, Fažanę (zabytkowe budynki sakralne) czy Puntiželę z akwarium morskim ukazującym podwodny świat południowej Istrii. Noclegi Baza noclegowa Premantury składa się przede wszystkim z prywatnych kwater wynajmowanych turystom przez lokalnych mieszkańców oraz niewielkich pensjonatów i tanich hosteli. Turyści chętnie rezerwują noclegi w apartamentach Peredine, położonych w sercu iglastego lasu. Dobrym rozwiązaniem może okazać się kamping - popularny jest zwłaszcza kamping Runke z dobrze przygotowanym zapleczem sanitarnym i gastronomicznym. Pogoda Najlepszą porą na spędzenie wakacji na Istrii będzie okres między czerwcem a wrześniem (październik również jest ciepły i słoneczny). Klimat Chorwacji jest dość zróżnicowany - odmienne warunki zastaniemy na wybrzeżu i w części kontynentalnej. Ze względu na duże nasłonecznienie oraz ciepłe wody Adriatyku to właśnie wybrzeże cieszy się największą popularnością wśród turystów. W okresie letnich wakacji temperatura powietrza utrzymuje się średnio w okolicach 25-27°C, niejednokrotnie dochodzi nawet do 30 kreski. Podobnie temperatura wody - jest ciepła i sprzyja morskim kąpielom. Na wybrzeżu opady są nieznaczne i występują stosunkowo rzadko. Wieczorami możemy liczyć na łagodny mistral, który łagodzi całodniowy upał i sprzyja wypoczynkowi. Arleta - autorka bloga końcu postu czekają na Ciebie zniżki na podróże. Pula atrakcje - co zobaczyć w Puli, najbardziej rzymskim mieście w Chorwacji? Pula intrygowała mnie od bardzo dawna, a finalnie trafiłam do niej w lutym. W Puli spędziłam dwa tygodnie, podróżując po Istrii oraz ciesząc się tym niezwykłym miastem. Uwaga - Pula to nie jest typowo turystyczna destynacja. Pula to miasto specyficzne, które albo się kocha, albo pomija. Chodź, pokażę Ci Pulę! Poznałam Pulę w jej najbardziej surowym wydaniu. Pula w lutym to często zimny wiatr, temperatura w okolicy 0-10 stopni, deszcze i chmury. Mimo przewagi szarego nieba nad głową, w ciągu dwóch tygodniu udało mi się złapać sporo słonecznych dni, pozwalających na krótsze i dłuższe wycieczki w głąb Istrii, a także zobaczyć najładniejsze plaże w Puli. W poście Pula atrakcje powiem Ci co zobaczyć w Puli, gdzie plażować, gdzie zjeść najpyszniejsze rogale z czekoladą, gdzie kupić likier lawendowy, jak wygląda Pula Arena od wewnątrz. Pula atrakcje. Co zobaczyć w Puli? Pula to najbardziej rzymskie z Chorwackich miast. Piszę “rzymskie”, bo porównanie do Rzymu pod wieloma względami jest tu oczywiste i namacalne. Rzym zwiedziłam przed Pulą, także podobieństwa w mikroskali widziałam tu na każdym kroku. Oczywiście Rzym ma niepodważalną ilość i jakość zabytków na skalę światową, ale jeśli porozmawiamy o klimacie miasta to zauważymy ogrom podobieństw. Na pierwszy ogień pójdzie amfiteatr w Puli, który bezapelacyjnie przypomina nam o koloseum, a także rzymskie świątynie, łuk triumfalny, brukowane ulice, domy z kolorowymi elewacjami, wszechobecne napisy na murach udające graffiti, wino kupowane w kubkach lub butelkach prosto z bańki, wszechobecne kawiarnie i piekarnie z najlepszym pieczywem. Hotele, apartamenty i inne miejsca noclegowe rezerwuję tutaj. Jak wspomniałam na początku, Pula to nie jest miasto typowo turystyczne. Nie podoba się każdemu, a już zwłaszcza nie podoba się turystom nastawionym na wymuskane, przygotowane pod turystę widoki. Pula jest prawdziwa. Tu się żyje, mieszka przez cały rok, miasto funkcjonuje bez względu na ruch turystyczny. To największe miasto Istrii i jedno z większych w Chorwacji. Większość turystów wpada tu na chwilę, zobaczyć tylko jedną, największą atrakcję Puli czyli amfiteatr. Pula atrakcje - plan zwiedzania Puli Plan zwiedzania dla Ciebie - zapisałam najważniejsze atrakcje Puli na mapie google, możesz kliknąć, a mapa poprowadzi Cię przez atrakcje jak przewodnik. Po drodze znajdują się mniej istotne zabytki, które możesz zobaczyć przy okazji. Pula Arena - rzymski amfiteatr w Puli To niezaprzeczalnie top of the top na liście Pula atrakcje turystyczne! Większość wycieczek do Puli odbywa się właśnie po to, aby zobaczyć ten rzymski amfiteatr. Początki budowy Areny w Puli sięgają 2 a jej ukończenie nastąpiło w 14 Wizja wielkości i wyglądu amfiteatru zmieniała się wraz z władcami, a to co dzisiaj możemy podziwiać, to wspaniale zachowany zabytek z podziemiami, w których przygotowano wystawę dotyczącą produkcji oliwy i wina. Antyczne amfory oraz prasy do owoców zobaczysz w podziemiach amfiteatru. Nie poprzestawaj na zewnętrznym zwiedzaniu areny, bardzo zachęcam Cię do zakupu biletu i wejścia do środka, zwłaszcza jeśli to pierwsze koloseum, które zwiedzasz! Unikalna jest możliwość wejścia na sam środek areny! Ta perspektywa całkowicie zmienia obraz tego miejsca. Bilet do Pula Arena możesz zarezerwować tutaj online. W starożytności odbywały się tu, podobnie jak w koloseum w Rzymie, walki gladiatorów, przedstawienia, inscenizacje morskich bitew - na arenie, którą zalewano wodą, występowały prawdziwe statki! Dzisiaj amfiteatr w Puli nadal służy kulturze, rozrywce i jest najprawdziwszym świadkiem wieków. Odbywają się tu koncerty, a jego mury gościły największe gwiazdy sceny muzycznej np. Luciano Pavarotti, Andrea Bocelli, Anastacia, Eros Ramazzotti, Norah Jones, Zucchero, Elton John, Sting. Przed koloseum w Puli znajduje się mały park (nawet kilka w niewielkiej odległości), a tuż przy nim bardzo duży parking. Zaparkować możesz również wzdłuż ulic prowadzących do miasta. Warto zejść nieco z trasy do Titov park, w którym znajduje się makieta Puli oraz pomniki i rzeźby. Więcej o amfiteatrze w Puli przeczytasz w tym poście. TIP: Pamiętaj o ubezpieczeniu. To jedyna rzecz, z której nikt nie chciałby korzystać w podróży, i jedyna którą tę podróż może uratować. Oprócz karty EKUZ, wykupuję prywatne ubezpieczenie za kilkadziesiąt zł i podróżuję bez stresu. Sprawdź najlepsze opcje dla swojej podróży tutaj. Mury miejskie i bramy miasta Po zwiedzeniu amfiteatru kierujemy się w stronę centrum miasta. Po drodze mijamy moją ulubioną piekarnię Primavera z bardzo dobrymi tostami jako przekąska lub lunch (trzeba o nie zapytać, są robione na bieżąco), oraz najlepszymi w Puli rogalami z czekoladą. Dochodzimy do niewielkiego skweru, przy którym zlokalizowane jest Muzeum Archeologiczne oraz pozostałości po miejskich murach. Po prawej stronie zobaczymy charakterystyczną bramę, z podwójnym łukiem czyli Dvojna vrata, a po lewej Bramę Herkulesa - Herkulova vrata. Następnie na ulicy Giardini, wzdłuż chodnika i pięknych drzew, zobaczymy pozostałości po murach miejskich Gradske zidine. Łuk Sergiusza Pula Łuk Sergiusza został zbudowany w 29 roku w stylu korynckim, stanowiąc wysoką na 8m bramą miejską. To obok amfiteatru symboliczna widokówka z Puli. Łuk Sergiusza znajduje się u wejścia do centrum starego miasta, wąskich uliczek i stanowi portal do starożytności. Przechodząc pod łukiem Sergiusza wkraczasz na drogę starożytnych zabytków, ukrytych w sercu Puli. Na moim instagramie @arletaadamska mam relacje z wyjazdów i całkiem fajne zdjęcia z podróży po Polsce i Europie. Kawa z Jamesem Joyce'm Tuż obok Łuku Sergiusza, znajduje się kawiarnia, a w niej niezwykły gość. Irlandzki pisarz James Joyce spędził w Puli kilka miesięcy, na przełomie lat 1904-1905. Pracował jako profesor języka angielskiego w Szkole Berlitza, ucząc głównie oficerów austro-węgierskich w mieście. Dzisiaj widzimy pana Joyce'a siedzącego na krześle przy kawiarnianym stole. Znajduje się tu także tablica pamiątkowa. Miejski targ w Puli Około 300m od Łuku Sergiusza znajduje się miejskie targowisko Gradska tržnica Pula, na którym kupisz lokalne produkty. Od tych typowo spożywczych, na przysłowiowy obiad, po pamiątki. Na targu w Puli kupisz lawendową nalewkę, miody lawendowe (warto zapytać czy są zrobione z aromatów, czy z kwiatów lawendy - zapewniam, że różnica w smaku jest kolosalna), travaricę (to ziołowa odmiana rakiji), trufle, sery, olejki eteryczne, wędliny w stylu włoskim, ogrom lokalnych warzyw i owoców. W budynku przy targowisku znajduje się ribarnica, czyli targ rybny, ze świeżymi rybami i owocami morza. Rzymskie mozaiki Wróćmy do Łuku Sergiusza i udajmy się w stronę centrum. Pójdziemy do złudzenia włosko-rzymską ulicą, a po drodze zobaczymy pochodzące z III w. mozaiki. Mozaiki przedstawiają Ukaranie Dirke. Zostały odkryte odkryte dopiero w XX wieku! Mozaiki są nieco ukryte, ale oznaczenia znajdują się na naszej trasie, także bez większych problemów je zauważysz. Zwiedzając Pulę natkniesz się na wiele więcej starożytnych ruin i pozostałości na terenie centrum miasta. Przeczytaj także: Istria atrakcje - co zobaczyć na Istrii? Istria smakuje, pachnie i zachwyca! Plac Forum i Świątynia Augusta Pula Trg Forum to mój ulubiony plac w Puli. Otoczony starożytnymi budynkami i kolorowymi kamienicami, w sezonie wypełnia się restauracyjnymi stolikami i gwarem. Powstał w I wieku w bezpośrednim sąsiedztwie morza. Wzniesiono tu dwie bliźniacze świątynie: Augusta i Diane, oraz świątynię Jupitera. Na placu Forum do dzisiaj przetrwała świątynia Augusta, zlokalizowana w rogu placu Forum, a jej bliźniaczka - zniszczona świątynia Diane, posłużyła jedną ze swoich ocalałych ścian do budowy ratusza w XIII wieku. Ratusz w Puli zbudowano w stylu gotyckim, ale jego fasada i loggia pochodzą z XVII wieku. We frontowej ścianie znajdują się stare herby i fragmenty rzeźb. Władze miasta Pula rezydują to do dzisiaj. Na placu Forum znajduje się także punkt informacji turystycznej. Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny Z placu Forum przejdziemy za ratusz, ulicą z jego prawej strony. Przejdziemy bardzo ładną ulicą, jedną z moich ulubionych w Puli. Od głównej uliczki odchodzą stromo w górę brukowane rzymskie ulice, prowadzące na twierdzę, do której zajrzymy na końcu. Pod koniec dotrzemy do katolickiej katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Przy katedrze znajduje się wysoka wieża - dzwonnica. Katedra powstała w XV wieku, w miejscu dawnej świątyni Jowisza. We wnętrzu świątyni znajdują się antyczne kolumny oraz unikalny ołtarz - rzymski sarkofag z III wieku. W tej części miasta znajdują się podziemne tunele w Puli czyli Zerostrasse, częściowo udostępnione do zwiedzania. Tunele pochodzą z czasów I wojny światowej. W podróży warto korzystać z tej wielowalutowej karty, którą obsługujemy w całości z aplikacji mobilnej. Jest to najczęściej polecana – nie bez powodu- karta dla i przez podróżników. Zapewnia najkorzystniejszy kurs walut, wszystkie w jednej aplikacji i z jedną kartą. Kaśtel - Wenecka Twierdza Pula Ostatni z historyczno-zabytkowych punktów na naszej trasie. Twierdza Wenecka z czterema bastionami, to obronna budowla w stylu francuskim, zbudowana przez Wenecjan w 1631 roku. Postawiono ją na szczątkach dawnej warowni rzymskiej, z której odnaleziono bramę i schody. Twierdza z lotu ptaka, wygląda imponująco. Możesz ją takżę zosbaczyć na makiecie miasta w parku Titov. Z uliczki, którą szliśmy zobaczyć katedrę, skierujemy się teraz w górę, jedną z uroczych brukowanych tras. Czeka nas krótka wspinaczka, ale nawet jeśli nie masz ochoty na zwiedzanie zamku, to warto się tu wdrapać dla widoków! Z Twierdzy rozciągają się cudowne widoki na Pulę, amfiteatr, port, Adriatyk. Twierdzę można obejść dookoła, nieformalną drogą, ale zachowując uważność jest to do zrobienia. Pod samą twierdzę Wenecką możesz także wjechać samochodem np. za zachód lub wschód słońca. Lighting Giants dźwigi w Puli To dźwigi-żurawie, które podświetlone w nocy stanowią miłą wizytówkę miasta-portu. Osobiście kojarzą mi się kompletnie z naszymi Dźwigozaurami ze Szczecina, które wieczorem również podświetlają się różnymi kolorami. Giganty umilą nam wieczorny spacer po promenadzie! Promenada Riva Pula Jak przystało na nadmorskie, portowe miasto, Pula posiada także promenadę! Promenada w Puli to przyjemnie długa trasa spacerowa, wzdłuż wybrzeża. Ciągnie się przez całą długość starego miasta, pod areną i dalej w stronę skwerów i mariny. Park Plaża Verudela Pula Nieco oddalony od centrum, urokliwy Park Plaża Verudela w Puli. Nocowaliśmy bardzo blisko tego miejsca w Puli, a o jego uroku może świadczyć to, że ostatni na tym wyjeździe zachód słońca oglądaliśmy właśnie z tego parku. Park Verudela skrywa kilka plaż, hotel, akwarium, ścieżki spacerowe wśród pięknych sosen śródziemnomorskich, Art Part z ciekawymi instalacjami artystycznymi, a także Kanion Verudela i najbardziej romantyczne miejsce w Puli - klif z samotną ścianą kościoła (prawie jak w Trzęsaczu nad Bałtykiem!), z które oglądaliśmy zachód słońca ostatniego wieczoru w Puli. Plaże Pula Post Pula atrakcje nie może obejść się bez punktu plaże w Puli. O plażach w Puli przeczytasz w osobnym poście, w tym miejscu wymienię moje ulubione plaże, które zauroczyły mnie poza sezonem: Plaża Havajska AC StojaAmbrelaPlaże na skałach przy fortach Fort Ovine oraz Fort MusilPlaża JamicaPunta Christo (to opcja bardzo alternatywna!)Plaża ValkanePremantura Kamenjak(codziennie możesz plażować na innej i plaże w tym miejscu się nie kończą) Rejsy z Puli do Wenecji i na obserwację delfinów Pula atrakcje: rejsy Jak przystało na miasto-port, z Puli możesz wybrać się na rejs, w tym do Wenecji! Wycieczki i rejsy z Puli możesz przejrzeć i zarezerwować tutaj. Znajdziesz również rejsy z oglądaniem delfinów w naturalnym środowisku! Chodź na PRIV Raz w tygodniu dam Ci znać o niepublikowanych pomysłach na podróże, lasty i weekendowe wypady. Polecane posty: Istria atrakcje - co zobaczyć na Istrii? Istria smakuje, pachnie i zachwyca!Park Premantura Kamenjak. Piękne zatoki, plaże i klify na przylądku Chorwacja. Włoskie miasteczko na Chorwacja. Czy warto odwiedzić najmniejsze miasto na świecie? Post zawiera linki afiliacyjne, które pozwalają mi opłacić bloga i tworzyć darmowe treści. Dziękuję za zaufanie!Arletaautorka bloga nadzieję, że ten post Ci pomógł. Udostępnij go, skomentuj, polub w social mediach. Na instagramie mam całkiem fajne zdjęcia z NA PRIVRaz w tygodniu dam Ci znać o niepublikowanych pomysłach na podróże, lasty i weekendowe wypady. © Copyright 2021 - Arleta Adamska - All Rights Reserved

rejs z puli do wenecji forum